Czas na podsumowanie Alternatywnych
Kwisonaliów aka H2SO4NALIA. Moja relacja z imprezy pojawiła się w
najnowszym wydaniu Kuriera Gryfowskiego, a ponieważ miesięcznik ma
marniutkie 1000 egzemplarzy nakładu, zapraszam do zapoznania się z
tekstem na moim blogu. Na dokładkę trochę zdjęć z imprezy wykonanych
przez Łukasza Macioszczyka, Michała Jankowieckiego oraz mojego. Jeśli ktoś posiada fotografie z soboty i chciałby się nimi podzielić proszę o kontakt.
Już
drugi raz podczas Kwisonaliów odbyła się alternatywna impreza w klubie
Fabryka, tym razem pod własną nazwą - H2SO4NALIA. Ideą było stworzenie
alternatywy dla głównej sceny umieszczonej nad Kwisą. W Fabryce odbyły
się występy „podziemnych” artystów, pasjonatów, dla których pieniądz i
sława nie są najważniejszymi powodami pracy twórczej. W tym roku
gościliśmy DJ-ów z Warszawy, Wrocławia, Kędzierzyna-Koźla i Zastruża
oraz muzyków rockowych z Bydgoszczy, Kędzierzyna, Brzegu i Gryfowa.
Pierwszy
dzień H2SO4NALIOW wypadł trzynastego w piątek. Feralna data nie miała
jednak odbicia w klimacie imprezy, może nie licząc półtoragodzinnego
poślizgu z powodu problemów technicznych. Artyści dojeżdżali do Gryfowa
„na raty”. Jako pierwsi na sali pojawili się DJ Chris L i DJ Suicide -
z głośników popłynęły pierwsze połamane drum`n`bass`owe dźwięki.
Prawdziwy start imprezy odbył się jednak później. Pół godziny przed
północą ludzie zaczęli masowo przychodzić do Fabryki, w tym czasie
dojechała również ekipa z Warszawy, dopełniająca skład kolektywu 071.
Na sali pojawiła się DJ Green Rose, DJ Kitty Litter Box, i VJ Bartek
który po rozstawieniu sprzętu rozpoczął swoje show stanowiące wizualne
dopełnienie do granej muzyki.
Około północy zrobiło się naprawdę
duszno. Na parkiecie świetnie bawiło się ponad 200 osób. DJ-e z 071
Kolektyw doskonale łapali kontakt z publicznością, nie dając jej ani
chwili wytchnienia. Pomagał im MC Antone, który swoimi rymami jeszcze
bardziej podkręcał klimat imprezy.
Świetna zabawa trwała do godziny
drugiej, gdy imprezę zakończono. Trochę wcześnie, jednak tylko na tyle
lub aż na tyle pozwoliły władze miasta i służby zapewniające
bezpieczeństwo.
Z poimprezowych rozmów z kolektywem dowiedziałem
się ze zostali oni totalnie zaskoczeni przyjęciem w Gryfowie. Klimat
imprezy tworzą przede wszystkim bawiący się ludzie, a tych u nas nie
zabrakło. Jak mówił Kitty Litter Box biby takiego kalibru są rzadkością
w dużych miastach. Często bywa tak, że ludzie po prostu stoją i patrzą
na DJ-ów, a dla nich największą przyjemność z grania stanowi parkiet
pełny tańczących ludzi. Wszyscy bardzo chętnie wrócą do Gryfowa przy
najbliższej okazji.
Piątek 13 udał się świetnie i zostanie w mojej
pamięci na długo. Opinie uczestników są równie pozytywne. Wszystkie
osoby, które pytałem o wydarzenie, stwierdziły, że była to najlepsza
elektroniczna impreza w Fabryce do tej pory.
Sobotni koncert był
propozycją, z jednej strony, dla fanów cięższych brzmień, z drugiej
zaś, dla miłośników reggae. Wieczór około godziny 21 rozpoczął występ
gryfowskiej kapeli Noizone. Pierwszy koncert po dłuższej przerwie udał
się nadzwyczaj dobrze. Muzycy dawali z siebie wszystko, jakby tylko
przy okazji wprowadzając publiczność w trans. Noizone zagrało kawałki
ze swojego najnowszego niepublikowanego jeszcze EP. W utworach
niesamowita metalowa energia przeplatała się z delikatną melancholią.
Dzięki doskonałym umiejętnościom technicznym członków kapeli efekt był
oszołamiający. Na koniec chłopaki zagrali Secondary Revision, a po nich
swoje przygotowania rozpoczął zespół Adwent.
Pochodzącą z
Kędzierzyna-Koźla formacja ożywiła publiczność swoim występem. Adwent
grał punka w najczystszej postaci, co okazało się pretekstem do
rozpoczęcia pogo. Pod sceną zrobił się niezły kociołek, który dał kopa
muzykom. Koncert wypadł dobrze, a co najważniejsze - rozkręcił imprezę.
Po Adwencie na scenie pojawiła się pierwsza z gwiazd wieczoru -
Upside Down z Bydgoszczy. Kapela, słynąca z melodyjnego
kalifornijskiego punka, zagrała największe hity ze swojego dorobku. Ich
występ spotkał się z równie świetnym przyjęciem. Publiczność bawiła się
doskonale. Kilka osób odważyło się nawet na stage diving*.
Ostatnim
zespołem wieczoru było reggae`owe Lion Vibrations. Przed ich występem
pojawił się jedyny zgrzyt - z przyczyn technicznych rozpoczęcie
koncertu przesunęło się o około półtorej godziny, przez co duża część
publiczności udała się do domów. Szkoda, ponieważ w pewnym momencie na
Lion Vibrations przed Fabryką oczekiwała bardzo liczna grupa. Tych,
którzy doczekali, spotkała bardzo miła niespodzianka. Odmiana klimatu
imprezy udała się świetnie. Muzycy zagrali oszałamiający koncert,
którego jakość można by porównać z odsłuchiwaniem nagrań studyjnych. – To pełny profesjonalizm, ani razu się nie pomylili – mówi Mokry z gryfowskiej Amanity Muscarii. - Na szczególną uwagę zasługiwała basistka zespołu, której głos wysyłał ludzi w podróż na Jamajkę.
Sobotni
wieczór w Fabryce wypadł bardzo dobrze. Publiczności było nieco mniej
niż w piątek, jednak tak to już jest z koncertami rockowymi w naszym
kraju. Świetnie wypadło nagłośnienie imprezy, akustyka podczas
wszystkich występów była bowiem najwyższych lotów. Gdyby nie długa
przerwa pomiędzy Upside Down i Lion Vibrations, impreza mogła być
jeszcze lepsza. Tegoroczna edycja Alternatywnych Kwisonaliów spotkała
się z równie ciepłym przyjęciem, co zeszłoroczna impreza. Podobało się
mieszkańcom Gryfowa (z nielicznymi wyjątkami - tych, którzy zbłądzili
do Fabryki z występu Danzela), a co ciekawsze - podobało się również
przyjezdnym. Podczas dwudniowej imprezy przewinęli się ludzie z
Warszawy, Wrocławia, Jeleniej Góry i pobliskich miejscowości. Bywają na
co dzień na podobnych imprezach u siebie i doskonale orientują się w
realiach. Chcą wracać do gryfowskiej Fabryki, bo jak mówią, w niej są
najlepsze imprezy.
Zdjęcia
» Powrót
Startuj z nami
Dodaj do zakładek



